2013/12/08

Chwila wspomnienia przed wielkimi emocjami

Zimowe Igrzyska Olimpijskie Sochi 2014 zbliżają się wielkimi krokami. W dniach 7-23 lutego wszystkie oczy będą skierowane na sportowców i areny rosyjskiego Sochi, ale zanim to nastąpi przypomnijmy sobie jak to było wcześniej.
Michał Chudziński

Jak wiemy, te jedne z największych i najpopularniejszych imprez sportowych na świecie rozgrywane są co 4 lata. Pierwsze odbyły się we francuskim Chamonix w 1924 r. Przybywający tam jednak sportowcy nie wiedzieli jeszcze że są olimpijczykami. Był to bowiem Tydzień Sportów Zimowych, który odbywał się pod egidą Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Dopiero później przyjęty został jako pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Od tego czasu igrzyska odbywały się już regularnie co cztery lata. Jednak z wyjątkami. Pierwszym była oczywiście II wojna światowa, która uniemożliwiła rozegranie zawodów w latach 1940 (Garmisch-Partenkirchen) oraz 1944 (Cortina d'Ampezzo). Kolejnym odstępstwem były lata 1992 i 1994. Do roku 1992 zimowe igrzyska rozgrywane były w tym samym roku co letnie, jednak dwie tak wielkie imprezy w jednym roku to zbyt duże obciążenie dla stacji telewizyjnych i sponsorów więc postanowiono kolejne zrobić już w roku 1994 (Lillehammer) aby występowały na przemian z letnimi.

Przez te 90 lat zmieniał się także rozmiar Zimowej Olimpiady oraz liczba sportowców w niej uczestniczących. Od 258 osób w 1924roku, aż do prawie 10-krotnie większej liczby 2566 sportowców w Vancouver w 2010roku. Wiąże się to także z ilością krajów, które brały udział. Liczba ta powiększyła się z 16 do 82.


Najstarszymi dyscyplinami w których rozdano medale są hokej i łyżwiarstwo figurowe. Zanim bowiem zorganizowano po raz pierwszy Zimowe Igrzyska Olimpijskie, te 2 dyscypliny były rozgrywane podczas (!) letnich igrzysk olimpijskich. Później w 1924 roku dołączyły do nich biathlon, bobsleje, curling, łyżwiarstwo szybkie, biegi narciarskie, kombinacja norweska i skoki narciarskie. Wszystkie są rozgrywane do dzisiaj, choć curling i biathlon z przerwami. Kolejnymi dyscyplinami dołączanymi do programu igrzysk były: skeleton (1928), saneczkarstwo (1964), short-track i narciarstwo dowolne (1992) oraz snowboarding (1998).

W klasyfikacji medalowej wszech czasów Zimowych Igrzysk Olimpijskich z 303 medalami prowadzi Norwegia, wyprzedzając Stany Zjednoczone oraz Austrię. Polska znajduje się na 24 pozycji.

2013/12/07

Nie ma taryfy ulgowej - rozmowa z Rafałem Szumcem

Rafał Szumiec jako kolarz górski uległ ciężkiemu wypadkowi, mimo tego nie obraził się na sport i obecnie jeszcze aktywniej udziela się jako sportowiec z niepełnosprawnością. Na swoim koncie ma m.in. Mistrzostwo Polski oraz udział w Igrzyskach Paraolimpijskich VANCOUVER 2010.

Rozmawiał Michał Chudziński


Jak najlepiej możesz określić czym jest dla Ciebie sport?
Sport jest dla mnie pasją, sposobem na życie, sposobem na zdrowie i dobre samopoczucie. Sport napędza mnie do działania również tego poza sportowego. Działalność w sporcie i klubie sportowym powoli staje się też moją pracą.

Mając doświadczenie w obydwu odmianach sportu możesz „od środka” stwierdzić czy sport niepełnosprawnych się czymś różni od sportu pełnosprawnych.
Tak różni się, ale są to różnice które nie mają wpływu na istotę sportu. Obciążenia treningowe, czas poświęcony na trening, profesjonalny sprzęt, potrzeba profesjonalnych trenerów to są wspólne elementy niezbędne do osiągnięcia sukcesu zarówno w sporcie olimpijskim i paraolimpijskim.
Osobom z niepełnosprawnością jest trudniej rozpocząć przygodę ze sportem. Dużo droższy sprzęt, mniejsza ilość klubów gdzie można trenować, mniej trenerów znających specyfikę dyscyplin paraolimpijskich, ograniczenia i trudności związane z niepełnosprawnością to są czynniki które nie pomagają. Z drugiej strony samych potencjalnych sportowców jest dużo mniej co też ma wpływ na rozwój.

A pod kątem rywalizacji?
Co do samej rywalizacji i osiąganych wyników w sporcie paraolimpijskim już od dawna nie ma taryfy ulgowej. Na wysokim światowym poziomie jest pełen profesjonalizm porównywalny ze sprawnymi sportowcami. I aby wejść na szczyt potrzeba lat ciężkiego treningu.


Czy Polska różni się tutaj czymś od reszty Świata?
Trudno porównać Polskę do reszty świata. Są kraje które organizacyjnie i finansowo grają o lige wyżej i tam zawodnicy mają dużo lepsze warunki do wyczynowego trenowania. Są też takie, które pewnych rzeczy mogą uczyć się od nas. Mamy Kilka dobrych rozwiązań, które promują zawodników, osiągających sukcesy (stypendia dla najlepszych, emerytury sportowe dla medalistów igrzysk) ale jest też trochę rzeczy które wymagają zmian. Wydaje mi się jednak że w dalszym ciągu brakuje wsparcia dla tych którzy chcą walczyć o sukces i często mimo talentu i chęci nie mają możliwości sportowego rozwoju. Na tym nasi działacze powinni się skupić.

Masz na swoim koncie występ na paraolimpiadzie w Vancouver 2010. Czy jest to szczyt marzeń sportowca?
Igrzyska to wyjątkowa impreza, wyjątkowa oprawa i wyjątkowe emocje. To impreza o której marzy każdy sportowiec ale sam udział w nich na pewno nie jest szczytem marzeń. Każdy zawodnik marzy przede wszystkim o wysokim wyniku, o medalu. O złotym medalu! Jeśli zawodnik na najważniejszej imprezie zrobi najlepszy wynik w karierze to wtedy może być zadowolony ze swojego startu. W przeciwnym razie zawsze pozostanie jakiś niedosyt.

Po tych Igrzyskach zmieniłes jednak dyscyplinę. Z narciarstwa, w którym odnosiłeś przecież sukcesy (m.in. MP), wróciłeś do kolarstwa. Dlaczego?
Obie dyscypliny są mi bardzo bliskie i obie chcę trenować, jednak nie da się połączyć obu tych dyscyplin i w pełni przygotować się do każdej. Z narciarstwa po Vancouver zrezygnowałem z kilku względów. Przede wszystkim musiałem pomyśleć o życiu prywatnym, o pracy, mieszkaniu itp. Narciarstwo wiąże się z ciągłym przebywaniem na obozach. Ciężko w takich warunkach zdobyć pracę i poukładać sobie życie. W kolarstwie łatwiej przeprowadzić trening. W ostateczności można zrobić trening w domu na trenarzeże. W narciarstwie tak się nie da.Teraz jestem w momencie gdzie praca pozwala mi na wyjazdy. W zeszłym sezonie wróciłem do ścigania na nartach i wystartowałem w zawodach co umożliwiło mi walkę o kwalifikacje do igrzysk w Sochi i to jest teraz mój cel.


Jak więc, przebiegają przygotowania?
Od września zaczęliśmy trenować na śniegu na lodowcach we Włoszech i Austrii. W listopadzie mamy pierwsze starty w zawodach i rozpocznie się walka o punkty i kwalifikacje paraolimpijską, więc trzeba być w dobrej formie od początku sezonu.

A co po Sochi? Może walka o kwalifikację do letnich igrzysk w Rio?
Nigdy nie mówię nie i nie zamykam się na ciekawe propozycje. Prawdę mówiąc myślałem o igrzyskach w Rio i po zakończeniu zimowych igrzysk w Sochi zamierzam skupić się na kolarstwie. Zdobyć kwalifikacje na igrzyska będzie bardzo trudne ale Jeśli udałoby mi się zbudować formę która pozwoliłaby na przyzwoity start to chciałbym o to powalczyć. W kolarstwie ręcznym mamy bardzo mocną reprezentacje i byłaby szansa żeby stworzyć drużynę.

Ambicja godna podziwu! Na dodatek poza treningami i startami w dwóch dyscyplinach udzielasz się także społecznie, jesteś prezesem IKS Druga strona sportu.

Jak zamieszkałem w Krakowie i okazało się że nie ma tu klubu który zajmowałby się sportem paraolimpijskim postanowiłem to zmienić. Razem z Kasią Rogowiec i jej fundacją oraz Grzegorzem Kubisem założyliśmy klub, który od 2 lat rozwijamy. Prowadzimy sekcje pływacką, handbikową i narciarską. Ściśle współpracujemy z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie. Wspiera nas firma GTM MOBIL. Mam nadzieje że inni sponsorzy i partnerzy docenią naszą działalność i dołączą do nas.

Dziękuję za rozmowę i życzę kwalifikacji na igrzyska w Sochi!

2013/07/12

Walka z polem czyli... golf


Sport, który na olimpijskie łono wraca po ponad 100 latach. W Polsce jeszcze raczkuje, ale zainteresowanie nim ciągle wzrasta. Na dobry początek lata zapraszam na golf.


Golf należy do dyscyplin, które oglądane w telewizji wydają się proste. Wystarczy metalowym kijem uderzyć piłeczkę tak, aby wpadła do otworu w ziemi. Najmniejszą liczbą uderzeń albo po prostu mniejszą od przeciwnika. Aby sprawdzić, czy faktycznie jest to takie proste, jak zwykle, musiałem spróbować na własnej skórze.

Najbliższym polem golfowym okazało się należące do Royal Kraków Golf & Country Club (www.krakowgolf.pl). Mieści się ono w Ochmanowie, 20 km na południe od Krakowa. W Polsce działa obecnie około 20 takich klubów.

Wizyta w klubie rozpoczęła się od obalenia pierwszego znanego mi stereotypu o golfie – że jest to gra dla „snobów”. Spotkałem się z niezwykle przyjazną atmosferą zarówno w klubie, jak i na polu golfowym. Dodatkowo wystrój wnętrza budynku klubowego bardzo przytulny, nie mogło zabraknąć salonu z kominkiem. Ale nie siedzieć w salonie tam przyjechałem, więc po przebraniu się w strój zgodnie z etykietą tego sportu (zakaz jeansów oraz obowiązkowy kołnierzyk) wyruszyłem w teren wraz z doświadczonym miejscowym trenerem PGA Wiesławem Klimą.

Wnętrze klubu

 W golfie nie ma grupowych treningów jak w innych sportach, jest to dyscyplina, której najpierw uczy instruktor, a później ćwiczy się indywidualnie. Kluczowa jest nauka uderzenia, później można się już doskonalić podczas gry. A grać można w grupie do 4 osób lub nawet samemu. – Golf jest sportem, w którym walczy się z polem. Nie z innym zawodnikiem, a z danym obiektem i samym sobą – mówi trener Klima. Zawodnicy posiadają tzw. handicap, który określa ich poziom gry. Obliczany jest on właśnie na podstawie liczby zagrań potrzebnych do umieszczenia piłki przez danego zawodnika w dołku.

Po zapoznaniu się z podstawowymi zasadami przyszła pora na naukę uderzenia. Na to poświęcone jest osobne miejsce nazywane Driving Range. Jest to strzelnica, w której ze specjalnych mat wykonuje się uderzenia treningowe. Nie od razu z trawnika, bo może się to skończyć jego zniszczeniem, a szkoda by było, bo jest on pięknie utrzymany i przystrzyżony. Aby nie chodzić za każdą uderzoną piłeczką istnieje możliwość napełnienia wiaderka 34 piłkami z automatu w zamian za żeton. Wtedy można dowolnie uderzać piłeczki w miejsce, gdzie nie ma innych osób.

Driving Range

Zanim celowałem w piłeczkę, musiałem przyjąć odpowiednią postawę i spróbować „na sucho”. Uderzenie polega na wykonaniu zamachu kijem zza głowy, połączonego z wykonaniem ćwierćobrotu w pasie. Odpowiedni technicznie zamach i płynne wykonanie ćwiećobrotu nie jest łatwe. Przynajmniej na początku. Pierwsze próby musiały wyglądać komiczne, bo w ogóle nie trafiałem w piłkę. Później już było lepiej, ale i tak w większości trafiałem piłeczkę zbyt wysoko i zamiast pofrunąć, turlała się po ziemi ok. 10-20 metrów. Jedynie kilka z puli 34 zdołałem posłać drogą powietrzną na odległość niemal 100 metrów. Zawodowcy z łatwością posyłają piłkę na odległości nawet ponad 200 metrów. Gdy chcą krócej nie zmieniają siły a kij, który zbudowany jest z główką pod innym kątem, co powoduje wyższe lub niższe, a więc krótsze lub dłuższe tory lotu piłki.

Pole zasiane piłeczkami

Posłanie piłki w powietrze w zamierzonym kierunku sprawia frajdę. Przychodzi chęć pójścia za tą piłeczką i gry dalej aż do dołka. Wciąga więc od razu. Później też ma wiele zalet. – Jest to sport, który można uprawiać do końca życia. Inną zaletą jest wysoki poziom relaksu. Wszystkie problemy z życia codziennego zostają zawsze na parkingu w samochodzie – przekonuje trener PGA.

Trzeba jednak poświęcić sporo czasu (przejście całego pola wymaga około 4–6godzin) oraz pieniędzy, choć nie tak wiele, jak powszechnie się sądzi. – Opinia o elitaryzmie tego sportu jest mocno przesadzona – argumentuje Klima. – Nie jest aż tak drogo. Spokojnie można go postawić na równi np. z powszechniejszym narciarstwem. W ciągu roku trzeba wydać ok.2–3 tys. zł plus koszty sprzętu, a za tysiąc można mieć już dobrze wyposażoną torbę z kijami – wylicza trener PGA. Na początek można jednak wypożyczyć kij za 10 zł w klubie, a na pole wybrać się ze znajomymi i wtedy koszt ok. 100zł za 9-dołkowe pole się rozłoży.

Trener Wiesław Klima ze swoim sprzętem

Sport godny polecenia czy to dla odstresowania, robienia interesów czy po prostu dobrej zabawy. Nie jest łatwy technicznie, jak się wydaje w telewizji, ale i nie jest aż tak drogi. Zdecydowanie jest to dyscyplina godna Igrzysk Olimpijskich i dobrze, że wraca na olimpijskie łono.

Moje próby uderzeń :)