![]() |
| Lodowisko w Krakowie - fot. U.Kawecka |
| www.olympic.org |
| Zoetermeer (Holandia) - fot.M.Chudziński |
| www.olympic.org |
![]() |
| Lodowisko w Krakowie - fot. U.Kawecka |
| www.olympic.org |
| Zoetermeer (Holandia) - fot.M.Chudziński |
| www.olympic.org |
Pora przyjrzeć się bliżej następnej dyscyplinie sportu. Kolejnej, w której Polacy nie przywieźli krążków z Londynu. Na dodatek powodującej u mnie (jak i wielu innych osób) odruch zmiany kanału w TV. Aby sprawdzić czy jazda konna w rzeczywistości jest nudna, musiałem jej spróbować na własnej skórze.
Jeździectwo, bo tak oficjalnie nazywa się jazda konna, jest dyscypliną o długiej tradycji. Od wielu lat rozgrywana jest także na olimpiadzie. Międzynarodowa Federacja Jeździecka wyróżnia siedem konkurencji sportów konnych. Trzy z nich należą do konkurencji olimpijskich: ujeżdżenie, skoki przez przeszkody oraz Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego (WKKW). Pierwsza z nich polega na wykonywaniu zaplanowanych wcześniej określonych elementów, takich jak ciąg, piruet czy pasaż. Jeździec wraz z koniem poszczególne elementy wykonuje w rytm muzyki i trochę przypomina to jazdę figurową w łyżwiarstwie. Sędziowie procentowo oceniają sposób ich wykonania. Natomiast w najpopularniejszych telewizyjnie skokach przez przeszkody istotny jest czas przejazdu, brak strąceń belek w przeszkodach oraz posłuszeństwo konia (punkty karne). Ostatnia z konnych dyscyplin olimpijskich to WKKW, obejmujący trzy próby: opisane wcześniej ujeżdżenie i skoki przez przeszkody oraz próbę terenową, tzw. cross, będący ekstremalną odmianą skoków przez przeszkody. Koń wraz z zawodnikiem przeskakuje przeszkody w niemal naturalnym środowisku i do pokonania ma np. małe jeziorko. Właśnie w tej dyscyplinie odnotowano najwięcej przypadków śmiertelnych. Co ciekawe, zarówno koni, jak i zawodników. Natomiast sporty konne nierozgrywane na olimpiadzie to: powożenie, woltyżerka, rajdy długodystansowe i reining. Najbardziej zadziwia ten ostatni. Jest bowiem odmianą westernową, z bardzo atrakcyjnymi dla widza figurami. W czasie zawodów reiningowych można podziwiać konia chodzącego do tyłu oraz efektownie nagle hamującego tylnimi kopytami w trakcie galopu (sliping stop). Jest więc w czym wybierać, zarówno z perspektywy zawodnika, jak i widza.
Skoro można odnaleźć ciekawsze odmiany jeździectwa, to pozostało spróbować je na własnej skórze. Znalezienie miejsca, gdzie można rozpocząć treningi, nie jest trudne. Wujek Google wskaże pobliską stajnię, nawet w dużych miastach, jak Kraków czy Warszawa. Ja wybrałem Stajnię Na Zielonej (konie.konary.pl), która zlokalizowana jest w Konarach, oddalonych 15 km od Krakowa. Koń to jednak duże zwierzę, więc pojechałem tam w towarzystwie i pod czujnym okiem byłej Mistrzyni Polski Juniorów w ujeżdżeniu, Justyny Palmowskiej.
Przyznam, że nigdy nawet nie siedziałem na wierzchowcu i lekko zdziwił mnie pierwszy element nauki jazdy. Musiałem bowiem… wyczyścić i osiodłać konia! Są to nieodzowne elementy jazdy konnej i na ich odpuszczenie mogą pozwolić sobie tylko bogatsi. Wejście do boksu konia i pierwsze ruchy szczotką zmusiły mnie do przełamania się wobec tego zwierzęcia. Nie było się jednak czego obawiać. Poza tym czyszczenie i osiodłanie ma także głębsze znaczenie. Podczas tych czynności można spojrzeć koniowi prosto w oczy i nawiązać z nim więź, co później pomaga w oswojeniu się z nim. Koń, który mi przypadł, miał na imię Largo i szybko się z nim zaprzyjaźniłem. Było to potrzebne, bowiem tego dnia pogoda nie sprzyjała, a w czasie deszczu warto mieć zaufanie do konia, na którym się jedzie. Jeździectwo uprawiane jest niemal w każdą pogodę, również w zimie.
Po dobraniu specjalnego toczka (rodzaj kasku) na głowę, wraz z osiodłanym Largo udałem się na ujeżdżalnię, gdzie swoje jazdy miało już kilka osób. Większość płci żeńskiej. Mimo że ten sport wydaje się bardziej męski, to jednak na konia w naszym kraju i w ogóle wsiada więcej kobiet. Wiek spotkanych osób był bardzo zróżnicowany. Nic dziwnego, bo to sport dla wszystkich. Najstarszy olimpijczyk w jeździectwie miał ponad 80 lat!
Samo wsiadanie na konia nie było trudne, odbyło się na specjalnym do tego podeście. Gdy już siedziałem na Largo, trzeba było się rozgrzać. Do tej pory zastanawiał mnie brak rozgrzewki, ale nie ma chyba sportu, który się bez niej obędzie. Rozgrzewka na koniu nie jest taka prosta, bo wygibasy różnego rodzaju (jak dotknięcie lewą ręką prawego buta) grożą wypadnięciem z siodła. Po rozgrzewce przyszła pora na ruszenie z miejsca.
Na początku wykonuje się kilka okrążeń ujeżdżalni wolnym krokiem, czyli stępem. „Sterowanie” koniem nie jest takie trudne. Koń przyspiesza po uciśnięciu łydkami, a skręca po lekkim pociągnięciu wodzą i uciskiem łydki z jednej strony. Mój koń był bardzo posłuszny, co dawało wiele satysfakcji podczas jazdy. Kolejny etap nauki spowodował zniknięcie uśmiechu z mojej twarzy. Była to nauka kłusowania. W tym tempie nie sposób nie podskakiwać wraz z koniem. Niestety prawa fizyki działają tak, że moja męskość musiała na tym ucierpieć. (może to kolejny powód feminizacji tego sportu?) Przez chwilę nawet posądziłem instruktorkę o feminizm i chęć zemsty na męskim świecie, ale po prostu chciała mnie od razu nauczyć anglezowania. Nauka trwała dobrą chwilę, ale okazała się skuteczna. Powróciła przyjemność jazdy. Na koniec jeszcze kilka okrążeń stępem dla mojej przyjemności (oraz zdrowia konia) – i mogłem wracać do stajni.
W praktyce – by dobrze jeździć, trzeba wytrwale pracować. Sama jazda jest bardzo satysfakcjonująca, zwłaszcza gdy koń jest posłuszny. Potwierdza to obecna podczas tego treningu kilkuletnia reprezentantka Polski Justyna Palmowska. Aby dojść do jej poziomu, zaczynając w tym wieku, należy jeździć konno codziennie i mieć gruby portfel w kieszeni. Choć rekreacyjnie można jeździć raz w tygodniu za 40 zł (w Stajni Na Zielonej) i cały sprzęt zapewnia stajnia, to aby przejść na wyższy poziom należy posiadać własnego konia. Trzeba na niego wydać przynajmniej 6 tys. zł, a ostatnio sprzedany koń Mistrza Świata kosztował aż 15 mln euro. Na najwyższym polskim poziomie miesięczne wydatki na ten sport muszą wynosić 5–6 tys. zł. A przecież Polacy nie odnoszą w tym sporcie sukcesów. I jak się okazuje, głównie ze względu na wspomniane koszty. Warto spróbować jednak przynajmniej rekreacyjnie – 40 zł zawsze się znajdzie, a doznania niezapomniane!