2013/12/08

Chwila wspomnienia przed wielkimi emocjami

Zimowe Igrzyska Olimpijskie Sochi 2014 zbliżają się wielkimi krokami. W dniach 7-23 lutego wszystkie oczy będą skierowane na sportowców i areny rosyjskiego Sochi, ale zanim to nastąpi przypomnijmy sobie jak to było wcześniej.
Michał Chudziński

Jak wiemy, te jedne z największych i najpopularniejszych imprez sportowych na świecie rozgrywane są co 4 lata. Pierwsze odbyły się we francuskim Chamonix w 1924 r. Przybywający tam jednak sportowcy nie wiedzieli jeszcze że są olimpijczykami. Był to bowiem Tydzień Sportów Zimowych, który odbywał się pod egidą Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Dopiero później przyjęty został jako pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Od tego czasu igrzyska odbywały się już regularnie co cztery lata. Jednak z wyjątkami. Pierwszym była oczywiście II wojna światowa, która uniemożliwiła rozegranie zawodów w latach 1940 (Garmisch-Partenkirchen) oraz 1944 (Cortina d'Ampezzo). Kolejnym odstępstwem były lata 1992 i 1994. Do roku 1992 zimowe igrzyska rozgrywane były w tym samym roku co letnie, jednak dwie tak wielkie imprezy w jednym roku to zbyt duże obciążenie dla stacji telewizyjnych i sponsorów więc postanowiono kolejne zrobić już w roku 1994 (Lillehammer) aby występowały na przemian z letnimi.

Przez te 90 lat zmieniał się także rozmiar Zimowej Olimpiady oraz liczba sportowców w niej uczestniczących. Od 258 osób w 1924roku, aż do prawie 10-krotnie większej liczby 2566 sportowców w Vancouver w 2010roku. Wiąże się to także z ilością krajów, które brały udział. Liczba ta powiększyła się z 16 do 82.


Najstarszymi dyscyplinami w których rozdano medale są hokej i łyżwiarstwo figurowe. Zanim bowiem zorganizowano po raz pierwszy Zimowe Igrzyska Olimpijskie, te 2 dyscypliny były rozgrywane podczas (!) letnich igrzysk olimpijskich. Później w 1924 roku dołączyły do nich biathlon, bobsleje, curling, łyżwiarstwo szybkie, biegi narciarskie, kombinacja norweska i skoki narciarskie. Wszystkie są rozgrywane do dzisiaj, choć curling i biathlon z przerwami. Kolejnymi dyscyplinami dołączanymi do programu igrzysk były: skeleton (1928), saneczkarstwo (1964), short-track i narciarstwo dowolne (1992) oraz snowboarding (1998).

W klasyfikacji medalowej wszech czasów Zimowych Igrzysk Olimpijskich z 303 medalami prowadzi Norwegia, wyprzedzając Stany Zjednoczone oraz Austrię. Polska znajduje się na 24 pozycji.

2013/12/07

Nie ma taryfy ulgowej - rozmowa z Rafałem Szumcem

Rafał Szumiec jako kolarz górski uległ ciężkiemu wypadkowi, mimo tego nie obraził się na sport i obecnie jeszcze aktywniej udziela się jako sportowiec z niepełnosprawnością. Na swoim koncie ma m.in. Mistrzostwo Polski oraz udział w Igrzyskach Paraolimpijskich VANCOUVER 2010.

Rozmawiał Michał Chudziński


Jak najlepiej możesz określić czym jest dla Ciebie sport?
Sport jest dla mnie pasją, sposobem na życie, sposobem na zdrowie i dobre samopoczucie. Sport napędza mnie do działania również tego poza sportowego. Działalność w sporcie i klubie sportowym powoli staje się też moją pracą.

Mając doświadczenie w obydwu odmianach sportu możesz „od środka” stwierdzić czy sport niepełnosprawnych się czymś różni od sportu pełnosprawnych.
Tak różni się, ale są to różnice które nie mają wpływu na istotę sportu. Obciążenia treningowe, czas poświęcony na trening, profesjonalny sprzęt, potrzeba profesjonalnych trenerów to są wspólne elementy niezbędne do osiągnięcia sukcesu zarówno w sporcie olimpijskim i paraolimpijskim.
Osobom z niepełnosprawnością jest trudniej rozpocząć przygodę ze sportem. Dużo droższy sprzęt, mniejsza ilość klubów gdzie można trenować, mniej trenerów znających specyfikę dyscyplin paraolimpijskich, ograniczenia i trudności związane z niepełnosprawnością to są czynniki które nie pomagają. Z drugiej strony samych potencjalnych sportowców jest dużo mniej co też ma wpływ na rozwój.

A pod kątem rywalizacji?
Co do samej rywalizacji i osiąganych wyników w sporcie paraolimpijskim już od dawna nie ma taryfy ulgowej. Na wysokim światowym poziomie jest pełen profesjonalizm porównywalny ze sprawnymi sportowcami. I aby wejść na szczyt potrzeba lat ciężkiego treningu.


Czy Polska różni się tutaj czymś od reszty Świata?
Trudno porównać Polskę do reszty świata. Są kraje które organizacyjnie i finansowo grają o lige wyżej i tam zawodnicy mają dużo lepsze warunki do wyczynowego trenowania. Są też takie, które pewnych rzeczy mogą uczyć się od nas. Mamy Kilka dobrych rozwiązań, które promują zawodników, osiągających sukcesy (stypendia dla najlepszych, emerytury sportowe dla medalistów igrzysk) ale jest też trochę rzeczy które wymagają zmian. Wydaje mi się jednak że w dalszym ciągu brakuje wsparcia dla tych którzy chcą walczyć o sukces i często mimo talentu i chęci nie mają możliwości sportowego rozwoju. Na tym nasi działacze powinni się skupić.

Masz na swoim koncie występ na paraolimpiadzie w Vancouver 2010. Czy jest to szczyt marzeń sportowca?
Igrzyska to wyjątkowa impreza, wyjątkowa oprawa i wyjątkowe emocje. To impreza o której marzy każdy sportowiec ale sam udział w nich na pewno nie jest szczytem marzeń. Każdy zawodnik marzy przede wszystkim o wysokim wyniku, o medalu. O złotym medalu! Jeśli zawodnik na najważniejszej imprezie zrobi najlepszy wynik w karierze to wtedy może być zadowolony ze swojego startu. W przeciwnym razie zawsze pozostanie jakiś niedosyt.

Po tych Igrzyskach zmieniłes jednak dyscyplinę. Z narciarstwa, w którym odnosiłeś przecież sukcesy (m.in. MP), wróciłeś do kolarstwa. Dlaczego?
Obie dyscypliny są mi bardzo bliskie i obie chcę trenować, jednak nie da się połączyć obu tych dyscyplin i w pełni przygotować się do każdej. Z narciarstwa po Vancouver zrezygnowałem z kilku względów. Przede wszystkim musiałem pomyśleć o życiu prywatnym, o pracy, mieszkaniu itp. Narciarstwo wiąże się z ciągłym przebywaniem na obozach. Ciężko w takich warunkach zdobyć pracę i poukładać sobie życie. W kolarstwie łatwiej przeprowadzić trening. W ostateczności można zrobić trening w domu na trenarzeże. W narciarstwie tak się nie da.Teraz jestem w momencie gdzie praca pozwala mi na wyjazdy. W zeszłym sezonie wróciłem do ścigania na nartach i wystartowałem w zawodach co umożliwiło mi walkę o kwalifikacje do igrzysk w Sochi i to jest teraz mój cel.


Jak więc, przebiegają przygotowania?
Od września zaczęliśmy trenować na śniegu na lodowcach we Włoszech i Austrii. W listopadzie mamy pierwsze starty w zawodach i rozpocznie się walka o punkty i kwalifikacje paraolimpijską, więc trzeba być w dobrej formie od początku sezonu.

A co po Sochi? Może walka o kwalifikację do letnich igrzysk w Rio?
Nigdy nie mówię nie i nie zamykam się na ciekawe propozycje. Prawdę mówiąc myślałem o igrzyskach w Rio i po zakończeniu zimowych igrzysk w Sochi zamierzam skupić się na kolarstwie. Zdobyć kwalifikacje na igrzyska będzie bardzo trudne ale Jeśli udałoby mi się zbudować formę która pozwoliłaby na przyzwoity start to chciałbym o to powalczyć. W kolarstwie ręcznym mamy bardzo mocną reprezentacje i byłaby szansa żeby stworzyć drużynę.

Ambicja godna podziwu! Na dodatek poza treningami i startami w dwóch dyscyplinach udzielasz się także społecznie, jesteś prezesem IKS Druga strona sportu.

Jak zamieszkałem w Krakowie i okazało się że nie ma tu klubu który zajmowałby się sportem paraolimpijskim postanowiłem to zmienić. Razem z Kasią Rogowiec i jej fundacją oraz Grzegorzem Kubisem założyliśmy klub, który od 2 lat rozwijamy. Prowadzimy sekcje pływacką, handbikową i narciarską. Ściśle współpracujemy z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie. Wspiera nas firma GTM MOBIL. Mam nadzieje że inni sponsorzy i partnerzy docenią naszą działalność i dołączą do nas.

Dziękuję za rozmowę i życzę kwalifikacji na igrzyska w Sochi!

2013/07/12

Walka z polem czyli... golf


Sport, który na olimpijskie łono wraca po ponad 100 latach. W Polsce jeszcze raczkuje, ale zainteresowanie nim ciągle wzrasta. Na dobry początek lata zapraszam na golf.


Golf należy do dyscyplin, które oglądane w telewizji wydają się proste. Wystarczy metalowym kijem uderzyć piłeczkę tak, aby wpadła do otworu w ziemi. Najmniejszą liczbą uderzeń albo po prostu mniejszą od przeciwnika. Aby sprawdzić, czy faktycznie jest to takie proste, jak zwykle, musiałem spróbować na własnej skórze.

Najbliższym polem golfowym okazało się należące do Royal Kraków Golf & Country Club (www.krakowgolf.pl). Mieści się ono w Ochmanowie, 20 km na południe od Krakowa. W Polsce działa obecnie około 20 takich klubów.

Wizyta w klubie rozpoczęła się od obalenia pierwszego znanego mi stereotypu o golfie – że jest to gra dla „snobów”. Spotkałem się z niezwykle przyjazną atmosferą zarówno w klubie, jak i na polu golfowym. Dodatkowo wystrój wnętrza budynku klubowego bardzo przytulny, nie mogło zabraknąć salonu z kominkiem. Ale nie siedzieć w salonie tam przyjechałem, więc po przebraniu się w strój zgodnie z etykietą tego sportu (zakaz jeansów oraz obowiązkowy kołnierzyk) wyruszyłem w teren wraz z doświadczonym miejscowym trenerem PGA Wiesławem Klimą.

Wnętrze klubu

 W golfie nie ma grupowych treningów jak w innych sportach, jest to dyscyplina, której najpierw uczy instruktor, a później ćwiczy się indywidualnie. Kluczowa jest nauka uderzenia, później można się już doskonalić podczas gry. A grać można w grupie do 4 osób lub nawet samemu. – Golf jest sportem, w którym walczy się z polem. Nie z innym zawodnikiem, a z danym obiektem i samym sobą – mówi trener Klima. Zawodnicy posiadają tzw. handicap, który określa ich poziom gry. Obliczany jest on właśnie na podstawie liczby zagrań potrzebnych do umieszczenia piłki przez danego zawodnika w dołku.

Po zapoznaniu się z podstawowymi zasadami przyszła pora na naukę uderzenia. Na to poświęcone jest osobne miejsce nazywane Driving Range. Jest to strzelnica, w której ze specjalnych mat wykonuje się uderzenia treningowe. Nie od razu z trawnika, bo może się to skończyć jego zniszczeniem, a szkoda by było, bo jest on pięknie utrzymany i przystrzyżony. Aby nie chodzić za każdą uderzoną piłeczką istnieje możliwość napełnienia wiaderka 34 piłkami z automatu w zamian za żeton. Wtedy można dowolnie uderzać piłeczki w miejsce, gdzie nie ma innych osób.

Driving Range

Zanim celowałem w piłeczkę, musiałem przyjąć odpowiednią postawę i spróbować „na sucho”. Uderzenie polega na wykonaniu zamachu kijem zza głowy, połączonego z wykonaniem ćwierćobrotu w pasie. Odpowiedni technicznie zamach i płynne wykonanie ćwiećobrotu nie jest łatwe. Przynajmniej na początku. Pierwsze próby musiały wyglądać komiczne, bo w ogóle nie trafiałem w piłkę. Później już było lepiej, ale i tak w większości trafiałem piłeczkę zbyt wysoko i zamiast pofrunąć, turlała się po ziemi ok. 10-20 metrów. Jedynie kilka z puli 34 zdołałem posłać drogą powietrzną na odległość niemal 100 metrów. Zawodowcy z łatwością posyłają piłkę na odległości nawet ponad 200 metrów. Gdy chcą krócej nie zmieniają siły a kij, który zbudowany jest z główką pod innym kątem, co powoduje wyższe lub niższe, a więc krótsze lub dłuższe tory lotu piłki.

Pole zasiane piłeczkami

Posłanie piłki w powietrze w zamierzonym kierunku sprawia frajdę. Przychodzi chęć pójścia za tą piłeczką i gry dalej aż do dołka. Wciąga więc od razu. Później też ma wiele zalet. – Jest to sport, który można uprawiać do końca życia. Inną zaletą jest wysoki poziom relaksu. Wszystkie problemy z życia codziennego zostają zawsze na parkingu w samochodzie – przekonuje trener PGA.

Trzeba jednak poświęcić sporo czasu (przejście całego pola wymaga około 4–6godzin) oraz pieniędzy, choć nie tak wiele, jak powszechnie się sądzi. – Opinia o elitaryzmie tego sportu jest mocno przesadzona – argumentuje Klima. – Nie jest aż tak drogo. Spokojnie można go postawić na równi np. z powszechniejszym narciarstwem. W ciągu roku trzeba wydać ok.2–3 tys. zł plus koszty sprzętu, a za tysiąc można mieć już dobrze wyposażoną torbę z kijami – wylicza trener PGA. Na początek można jednak wypożyczyć kij za 10 zł w klubie, a na pole wybrać się ze znajomymi i wtedy koszt ok. 100zł za 9-dołkowe pole się rozłoży.

Trener Wiesław Klima ze swoim sprzętem

Sport godny polecenia czy to dla odstresowania, robienia interesów czy po prostu dobrej zabawy. Nie jest łatwy technicznie, jak się wydaje w telewizji, ale i nie jest aż tak drogi. Zdecydowanie jest to dyscyplina godna Igrzysk Olimpijskich i dobrze, że wraca na olimpijskie łono.

Moje próby uderzeń :)


2013/05/29

Zaatakowana dyscyplina czyli... zapasy

www.flickr.com/photos/asterix611
Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił jakiś czas temu, że dla zapasów może nie znaleźć się miejsca na Igrzyskach od 2020 roku. Od niedawna wiemy, że o pozostanie zapasy powalczą ze squashem i baseballem. Wszystko będzie jasne we wrześniu, ale warto przyjrzeć się z bliska tej dyscyplinie już teraz.

Z powodu tego nieoczekiwanego ogłoszenia rozgorzała debata publiczna nad zaletami zapasów. Trzeba wielu z nim przyznać rację, bo jest to sport posiadający wiele niepodważalnych zalet oraz „od zawsze” łączony z Igrzyskami Olimpijskimi. Zapasy są sportem walki polegającym na fizycznym zmaganiu się dwóch zawodników. Rozgrywane były na każdych Igrzyskach – zarówno starożytnych jak i nowożytnych. Jak twierdzą specjaliści jest to najstarsza, najpopularniejsza i jedna z najtańszych form sportowego współzawodnictwa, dostępna i popularna na całym świecie. Jak jest w rzeczywistości musiałem sprawdzić na własnej skórze.
Nigdy nie spotkałem nikogo uprawiającego tej dyscypliny i rzadko o niej słyszałem. Gdy podczas ostatniej Olimpiady Damian Janikowski sięgnął po medal oczywiście wszyscy mówili o zapasach, ale tylko wtedy. Stąd moje obawy, co do wspomnianych popularności i dostępności tej dyscypliny. Jednak próba znalezienia miejsca na trening pokazała, że nie jest to trudne i faktycznie istnieje wiele ośrodków tego sportu. Udałem się więc na trening do najbliższego miejsca – sekcji zapaśniczej TS Wisła Kraków.

Damian Janikowski na IO Londyn 2012 - www.facebook.com/DamianJanikowskiOfficial ;/zapasy.org.pl

Trening w gronie kilku osób rozpoczął się od intensywnej rozgrzewki. Najbardziej nietypowej z pośród przeze mnie odbytych. Poza częścią standardową (bieg, skłony itd.) musiałem wykonać nieskończoną ilość przewrotów oraz rzutów własnym ciałem podczas nich. Brzmi dziwnie, a patrząc z boku wygląda chyba jeszcze dziwniej. Podczas treningu zapaśniczego upada się jednak niezliczoną ilość razy i bez odpowiedniej rozgrzewki mogłoby się to zakończyć groźną kontuzją. Dodatkowym niespotykanym elementem była rozgrzewka karku polegająca na dociskaniu głowy pod różnymi kątami do podłogi nie dotykając jej rękami. Po intensywnej rozgrzewce wszelkich potrzebnych mięśni mogłem już rozpocząć zasadniczą część treningu.
Należy zaznaczyć, że istnieją dwa style zapasów: klasyczny, w którym dozwolone są jedynie chwyty powyżej pasa oraz styl wolny, który charakteryzuje się możliwością chwytania również za nogi. Ja trafiłem na trening tego pierwszego.
Zajęcia odbywały się w parach, w których zawodnicy nawzajem siebie przerzucali przez ramię tak aby drugi upadł na łopatki. W pojedynku zapaśniczym najbardziej punktowane jest właśnie takie wykonanie rzutu. Często przeważa nawet o zwycięstwie danego zawodnika. Wydawało mi się, że wykonanie takie rzutu nie jest proste i nie dam rady przerzucić nad sobą zawodnika o podobnej wadze do mojej. Jednak wszystko zależy od techniki – odpowiednie ustawienie i płynne połączenie sekwencji ruchów. Siła dochodzi z czasem. - Zawodnicy w toku przygotowań są stopniowo poddawani coraz większym obciążeniom, przez co organizm ma czas zaadoptować się do późniejszych walk i olbrzymiego wysiłku fizycznego. – mówi trener sekcji zapaśniczej Piotr Budzyn.

Moje próby treningowe
Podczas przerzucania przeciwnika poza dbałością o jego przewrót na łopatki musiałem także pamiętać, aby upadając nie „zahaczył” o moje nogi. W jednym z pierwszych przerzutów niestety tak się stało i ostatecznie bardziej ucierpiałem ja niż przeciwnik. Po kilkunastu powtórzeniach byłem już w stanie w miarę poprawnie wykonać taki rzut. Choć nie bez sporego zmęczenia. Jednak był to tylko jeden z wielu rodzajów i wykonywany gdy przeciwnik mi w tym nie przeszkadzał. Podczas walki jest dużo trudniej. Wszystko należy wypracować podczas treningów. - Jest to sport 100% bez "ściemniania", tutaj nie da się oszukiwać. – dodaje trener Budzyn. Warunki fizyczne nie są tutaj najważniejsze, jeśli tylko jest motywacja i chęć do regularnych treningów każdy może osiągnąć zadawalający poziom. Nie ma znaczenia także płeć. W tym sporcie nie ma pojęcia „płci słabszej”. Koszt trenowania nie jest duży – opłata tygodniowa (w TS Wisła) wynosi 80zł i do tego nie dochodzą praktycznie żadne inne koszty sprzętowe jak to jest zazwyczaj przy innych dyscyplinach. 

www.flickr.com/photos/amatuerphotographer
Zapasy są sportem wszechstronnie rozwijającym sprawność, wytrzymałość i kondycję. Wielu sportowców innych dyscyplin właśnie od zapasów rozpoczynało swoje kariery. Jest to bowiem doskonała baza kondycyjna i wydolnościowa przydatna w każdym innym sporcie. - Ponadto zapasy świetnie kształtują charakter młodego człowieka, uczą uczciwej rywalizacji i twardej postawy, uczą życia. – wychwala zalety trener sekcji zapaśniczej TS Wisła.
Wszystko to dowodzi, że sport taki jak ten powinien być nadal rozgrywany na Igrzyskach olimpijskich. Polecam każdemu choćby spróbowanie, a samej dyscyplinie i zawodnikom życzę powrotu na olimpijskie łono już podczas wrześniowych obrad MKOl-u.

2013/04/20

Zawsze z tarczą – nigdy na tarczy!... czyli strzelectwo

Kto jeszcze pamięta o Sylwii Bogackiej? Mam nadzieję, że każdy. Po 12 latach przerwy, Polska znów może poszczycić się medalem olimpijskim w strzelectwie. Jest to istotne tym bardziej, bo po niemal 2 latach od zniesienia obowiązku czynnej służby wojskowej dla większości osób trzymanie pistoletu w ręku wiąże się już bardziej ze sportem. Właśnie tę dyscyplinę poznamy dzisiaj od środka.

Zawodniczka TS Wisła Kraków Magdalena Hachlica - fot.M.Chudziński
Proch strzelniczy wymyślono już w IX wieku w Chinach. Nie myślano jednak wtedy o sporcie i wykorzystywano go tylko do bardziej barbarzyńskich czynności. W sporcie olimpijskim strzelectwo istnieje od samego początku, czyli pierwszych igrzysk nowożytnych w 1896roku. Broń wykorzystywana w tej dyscyplinie sportu może być palna lub pneumatyczna. Strzela się do tarczy lub celów ruchomych. Wyróżnia się 15 strzeleckich konkurencji olimpijskich: 9 męskich i 6 kobiecych.

Oczywiście nie mogłem poprzestać na teorii. Najbliższą strzelnicą okazała się należąca do Wojskowego Klubu Sportowego Wawel (www.wawel-klub.pl/strzelectwo). Jak się później okazało dobrze trafiłem, bo zawodnicy tego klubu mogą się poszczycić 17 medalami Mistrzostw Europy i Świata. Na strzelnicy spotkałem głównie młodzież i dzieci, albowiem standardową ścieżkę kariery w tym sporcie rozpoczyna się mając 13-14lat. Dla starszych jednak nic straconego! – Strzelectwo jest sportem dla każdego, charakteryzuje się długim czasem uprawiania, nawet do wieku 60-70lat. Z wiekiem człowiek nabiera opanowania  i potrafi lepiej się skoncentrować, a właśnie te cechy są tu bardzo istotne. – przekonuje Piotr Ludwig, wiceprezes Małopolskiego Związku Strzelectwa Sportowego. W środowisku strzeleckim powszechnie znany jest przypadek Rajmunda Stachurskiego, wielokrotnego medalisty Mistrzostw Świata i Europy, który strzelać zaczął w wieku 26lat.

Strzelnica przy ul.Podchorążych 3 w Krakowie posiada 9 stanowisk do treningów pistoletowych oraz karabinowych. Jest to strzelnica pneumatyczna ze stanowiskami oddalonymi 10 metrów od tarcz. Na obrzeżach Krakowa w letnie miesiące czynna jest także strzelnica kulowa, gdzie strzela się z większych odległości. Warto też sprawdzić ofertę sekcji strzeleckiej Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Właśnie na tej strzelnicy powstały zdjęcia do tego artykułu. Podgląd na żywo ze strzelnicy Wisły: www.ustream.tv/channel/strzelnica-ts-wisła


Pistolet sportowy - fot. M.Chudziński

Pierwszą bronią jaką miałem w ręku tego wieczoru był karabin pneumatyczny.  Po krótkim instruktarzu sposobu ładowania broni, przyjęcia postawy oraz wykonanie prawidłowo czynności strzelekich, mogłem oddać pierwsze strzały. Instruktarz krótki, bo zdarzyło mi się już kiedyś strzelać. Było to jednak jednorazowe i kilka lat temu, więc wątpiłem w celność (jakąkolwiek) pierwszego strzału.  Co prawda nie w sam środek, ale w tarczę trafiłem. Z ulgą przystąpiłem do dalszych strzałów. Nie były jednak szybkie, bo celowanie ze względu na drgania rąk musiało trochę potrwać. Muszę jednak zaznaczyć, że nie spożywałem w tym ani poprzedzającym trening dniu alkoholu a drgania rąk są nieodzownym elementem celowania w tym sporcie. Dlatego też, opanowanie i wyciszenie jest takie istotne. Po oddaniu 10 strzałów, byłem z siebie całkiem zadowolony, większość strzałów trafiła w „8” i „9” (tarcza zawiera pola 1-10, gdzie najcelniejsze są „10”). Szybko jednak na ziemię sprowadził mnie miejscowy Trener Karabinu - Jacek Babula, dał mi bowiem do pierwszych strzałów tarczę, która wykorzystywana jest do strzelania z pistoletu. Właściwa tarcza, do której strzela się z karabinu ma 45,5mm średnicy, a ta, do której ja strzelałem aż 155,5mm. Aby celnie trafiać w tą właściwą tarczę, potrzeba wiele godzin treningów. Jak powiada trener – Strzelać umie się już za pierwszym razem, aby jednak strzelać dobrze, potrzeba jednak dużo czasu.

Fragment mojej tarczy

Pora była spróbować i pistoletu. W jego przypadku, ze względu na odmienność broni, musiał odbyć się osobny instruktaż. Przeprowadził go Michał Bernaciak, były medalista Mistrzostw Polski i Europy, a obecnie trener pistoletu WKS Wawel. W przypadku tej broni, choć do większej tarczy a z tej samej odległości, strzelało mi się trudniej. Głównie z powodu konieczności celowania i samego oddawania strzału z pistoletu trzymanego w wyprostowanej ręce. Ręka wraz z tą bronią drży intensywniej, bo w przypadku karabinu, był on trzymany w 2 rękach i dodatkowo opierany na barku. Jest to jednak kwestia indywidualna. Jedno w przypadku obydwu broni jest niezmienne -strzały, zwłaszcza gdy są celne, dają wielką frajdę. 


Zawodniczki TS Wisła Kraków - fot. M.Chudziński

Sport godny polecenia, zarówno w wersji rekreacyjnej jak i sportowej. Na początek polecam wybrać się na strzelnicę „na spróbowanie”. Godzina na strzelnicy pod okiem specjalistów (w przypadku WKS Wawel) kosztuje 30zł, można przyjść w godzinach otwarcia (10-19), jedynie na godziny popołudniowe trzeba się wcześnie dowiedzieć telefonicznie o dostępność miejsc. W przypadku chęci rozpoczęcia regularnych treningów, na pierwszym treningu warto poradzić się trenera czy talent strzelecki w nas jest widoczny z daleka czy lepiej poszukać innej dyscypliny.  Później można trafić do grupy „powszechnej”, czyli amatorskiej i trenować w miarę wolnego czasu lub do grupy „sportowej”, gdzie należy przewidzieć czas na kilka treningów w tygodniu. Roczny koszt członkowstwa w WKS Wawel to 360zł a w przypadku grupy sportowej dochodzą jeszcze koszty zakupu własnego sprzętu, patentu strzeleckiego itd.. 

W każdym przypadku ze strzelnicy wychodzimy z tarczą w ręku – nigdy na tarczy!

A to ja z karabinem :)

2013/03/31

Wolność i swoboda czyli... bieganie

W zabieganym świecie pochylmy się nad samym bieganiem. Jest ono jedną z konkurencji
olimpijskich zaliczanych do lekkiej atletyki. Pozornie powszechną, lecz nie do końca poznaną.


flickr.com/LeoReynolds
Chociaż pogoda w tym miesiącu nie sprzyja bieganiu, to jest ono nieodzownym elementem naszego życia i to niezależnie od pory roku. Choćby na tramwaj czy spotkanie. Mniej lub więcej - biega każdy.

Jako sport, biegi mają długą tradycję. Należą bowiem do dyscyplin opartych na naturalnym ruchu. Człowiek pierwotny był zmuszony do biegania, które z biegiem lat zaczął wykorzystywać do bardziej przyjemnych celów i rywalizacji.

Tradycyjnie musiałem odbyć „pierwszy” trening biegowy. Sport ten nie jest trenowany w grupach jak inne, lecz przeważnie indywidualnie. Aby odbyć prawdziwy trening skontaktowałem się ze specjalistami – doświadczonym trenerem oraz byłym zawodnikiem dystansów średnich (800m i 1500m). Jak się okazało nie wystarczy po prostu „iść biegać”, a trening biegowy jest bardziej skomplikowany. Składa się on z 5 elementów: tzw. "wybieganie” czyli bieg ciągły dwa razy w tygodniu po 10-15km, „zakres” czyli szybszy bieg ciągły 6-10km raz w tygodniu, bieg interwałowy ze zmianą szybkości tempa raz w tygodniu, trening wytrzymałościowy na siłowni (zimą) lub ćwiczenia biegowe w plenerze znane jako „skip A”, „skip B” itd. (latem), a także (przed startami w zawodach) bieganie konkretnych odległości.

flickr.com/Sangudo
Na trening wybrałem się z byłym zawodnikiem sekcji lekkiej atletyki AZS AWF Kraków Michałem Koconiem, który obecnie trenuje rekreacyjnie. W jego cyklu treningowym, w tym dniu przypadała kolej na „wybieganie” i właśnie w tym elemencie treningu biegowego wziąłem udział. Jak wiadomo najlepszym miejscem na bieganie w Krakowie są Błonia, wiec tam się udaliśmy.

Pogoda w tym dniu wybitnie nie sprzyjała – padał deszcz, a dodatnia temperatura uraczyła nas dużą ilością mokrego śniegu. Jednak dla sportowców pogoda nie może być przeszkodą. Bieg rozpoczęliśmy bez specjalnej rozgrzewki, albowiem w tym rodzaju biegu nie występują nagłe zrywy, które mogą powodować kontuzje.

Taki rodzaj treningu biegowego przewiduje pokonanie 10-15km, które dla mnie początkującego biegacza wyglądały bardzo nierealnie. Po cichu liczyłem jednak na osiągnięcie jednego okrążenia błoń, które wynosi ok. 3,8km. Gdy ruszyliśmy, stopniowo obniżałem jednak swoje oczekiwania. Już po ok.700metrach zacząłem odczuwać lekki ból kostek. Zapewne z powodu braku odpowiedniego obuwia. – Buty są podstawą w bieganiu, amortyzują bowiem stawy i kręgosłup – mówi Michał Kocoń.

Biegłem jednak dalej, mimo uciążliwości. Kolejna pojawiła się mniej więcej w połowie okrążenia czyli po prawie 2 kilometrach – oddech stał się dużo cięższy niż na początku. Ale to mnie jeszcze nie zniechęciło. Ukończenie okrążenia stawało się coraz bardziej realne, choć muszę przyznać, że niewiele było w biegu przyjemności. Następną dolegliwością, która mnie spotkała okazał się ból i ciężkość łydek. Za to kostki i oddech sobie odpuściły przeszkadzanie i po chwili udało się osiągnać upragnione okrążenie!

flickr.com/Alfred Hermida
Po zakończeniu okrążenia nie zatrzymałem się jednak. Uznałem że pobiegnę jeszcze tyle ile dam radę. Przynajmniej do końca „prostej”. Biegło się coraz ciężej, lecz pierwszą prostą udało się osiągnąć. Spróbowałem więc kolejną i… kolejną. W ten sposób, wytyczając sobie kolejne cele mimo sporego już zmęczenia (i dyszenia „jak świnia”) udało się przebiec całe drugie okrążenie! Oznaczało to, że przebiegłem prawie 7,5kilometra. To już jednak była moja górna granica i pożegnałem się z współtowarzyszem biegu, który kontynuował swój trening już beze mnie. Udałem się ciężkim krokiem w stronę domu zastanawiając się jak się mogą nazywać te wszystkie mięśnie, które mnie właśnie bolą. Jednak ze sporą satysfakcją. To było najmilsze doznanie tego treningu.

Z czasem przyjemnych doznań jest więcej, a treningi są mniej uciążliwe. – Przyjemność pojawia się po ok.2 tygodniach treningów – przekonuje były zawodnik AZS AWF Kraków – Po pewnym czasie można biegnąc poczuć jakby się stało w miejscu, a świat naokoło się poruszał. Jest to niezwykłe poczucie swobody. Krajobraz się przesuwa jak gdyby się jechało samochodem. To jest właśnie cała przyjemność biegania, a zarazem niezależność. Można po prostu biec… ale zawsze można się zatrzymać. – dodaje.

Jest to sport dla osób w każdym wieku, zawsze można zacząć. - Dobrym przykładem jest wielokrotny medalista MP Piotr Klimczak, który zaczął trenować biegi w wieku 21lat. Biegi pozytywnie wpływają także na nasz organizm, a w szczególności układ krwionośny i mięśniowy, pozwalają rozładować stres po ciężkim dniu – wylicza zalety trener AZS AWF Kraków Tomasz Brachman. Do uprawiania biegów zachęcają także finanse, które nie są potrzebne aby zacząć. Później można sobie kupić odpowiedni strój i buty ale w porównaniu z innymi sportami nie są to znaczące koszty. – Dołączyć do AZS AWF Kraków może każdy, wystarczy opłacić roczną składkę 120zł oraz ubezpieczenie, a w zamian otrzyma się fachowa opiekę trenerską i bazę treningowa – zachęca trener Brachman.

Polecam ten sport - zwłaszcza pod koniec miesiąca! :)


flickr.com/aarmono

2013/02/23

Olimpiada w Krakowie?

Tym razem nie poznamy bliżej żadnego sportu, a przyjrzymy się ciekawej możliwości - Zimowym Igrzyskom Olimpijskim 2022 w Krakowie.

Lodowisko w Krakowie - fot. U.Kawecka
Projekt zaproponowany przez byłą polską olimpijkę i Mistrzynię Europy w snowboardzie Jagnę Marczuajtis i profesora krakowskiego AWF Szymona Krasickiego może dziwić. Bo co sportowo można robić zimą w Krakowie? Pojeździć na nartach na płaskich Błoniach lub próbować wcisnąć się na jedyne stałe lodowisko w Krakowie. Jak na ponad 700 tysięczne miasto wygląda to fatalnie, i to nie tylko na papierze.  Dodatkowo budżet stolicy Małopolski wygląda jeszcze gorzej i właśnie on jest głównym argumentem przeciwników IO w Krakowie. A tymczasem organizacja Igrzysk może właśnie rozwiązać ten problem finansowy.


Jak?
Główne środki na organizację tej imprezy pochodziłyby z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego(MKOl) oraz z budżetu państwa. Cały koszt tej imprezy wyniósłby około 1,5 mld USD. Tyle właśnie wynosi planowany budżet miasta Pyeongchang (Korea) – gospodarza ZIO w 2018 roku. Dofinansowaie z MKOl wyniesie w tym samym roku prawie 650mln USD, więc niemal połowę całej kwoty. Resztę funduszy, jak w przypadku Euro 2012, Rząd na pewno znajdzie. A Kraków poprawi w infrastrukturze za swoje pieniądze tylko to, co i tak od dawna powinno być zrobione.

Dlaczego Kraków?
www.olympic.org
Mimo słabych warunków sportowych mieszkańców i sportowców Krakowa w zimie, miasto to ma jednak wiele potencjalnych zalet.  Pierwszą z nich jest znana z Euro 2012 – w tej części Europy jeszcze nie było takiej imprezy. Mogą się to wydawać puste słowa ale już raz Polacy przekonali się że takimi nie są. Dodatkowo, MKOl ostatnio stosuje zasadę „co drugich Igrzysk w Europie” co może także wskazywać na wybór europejskiego miasta-gospodarza w 2022 roku po ZIO w Korei. Powszechnie znanym zjawiskiem jest także fakt, iż najlepiej w roli gospodarza sprawdzają się duże miasta. Jedynie one gwarantują efektywne wykorzystanie obiektów i zbudowanego kapitału społecznego. Kraków posiada także wysoką rangę turystyczną. Wszystkie te fakty mają ogromne znaczenie przy ostatecznym wyborze Miasta-Gospodarza.  Pomóc może także konkurencja, jeśli nie będzie innych kandydatur dużych miast z tej części europy, MKOl może przymknąć oko na ewentualne niedociągnięcia.

Nie tylko Kraków
Oczywiście, gród Kraka nie podołałby sam przyjąć wszystkich dyscyplin sportowych. Jak w przypadku innych organizatorów Igrzysk, czynnie biorą w nich udział miasta a nawet czasem państwa sąsiedzkie. W Krakowie planowane są dyscypliny lodowe – łyżwiarstwo figurowe, short track, łyżwiarstwo szybkie i curling. Pozostałe dyscypliny rozegrane były by w Zakopanem (część konkurencji rozgrywanych na śniegu) i w słowackiej Jasnej (narciarstwo alpejskie i Freestyle).

Chętni są – miejsca brak
Zoetermeer (Holandia) - fot.M.Chudziński
Dyscypliny przewidziane na Kraków mają wielu amatorów w tym mieście, lecz warunki nie pozwalają na ich uprawianie. Wydawać by się mogło, że sport taki jak łyżwiarstwo figurowe można uprawiać nawet na zamarzniętym jeziorze. Nic bardziej mylnego. Krakowscy zawodnicy, którzy chcą prezentować poziom aby startować w zawodach muszą codziennie(!) jeździć do Oświęcimia. W Krakowie brak im warunków na regularne treningi. Niestety jest tak w przypadku wszystkich dyscyplin.
Jeszcze lepszym przykładem jest krakowski curling. Ta nieco jeszcze egzotyczna dla Polaków dyscyplina sportu (choć starsza od piłki nożnej) w Krakowie ma wielu sympatyków. Krakowski Klub Curlingowy zrzesza niemal 50 zawodników, a na organizowanych przez niego treningach otwartych bywa nawet 140 osób. Niestety treningi krakowskich curlerów mogą odbywać się tylko raz w tygodniu pomiędzy zajęciami hokeistów i ślizgawkami na lodowisku przy ul.Siedleckiego. Dodatkowo lód do curlingu znacząco różni się od hokejowego i krakowskie warunki daleki są od przyzwoitych. Nie ma nawet możliwości narysowania linii, co sprawia, że treningi tej dyscypliny można porównać do gry w piłkę nożną bez posiadania bramek. Chcąc trenować więcej i na lepszych warunkach – krakowscy curlerzy muszą jeżdzić do oddalonych o 100km Pawłowic Śląskich, które są… wsią. Wsią, która posiada lepsze warunki sportowe do tej dyscypliny niż Wolne Królewskie Miasto Kraków.
Koszt wybudowania pełnowartościowej hali curlingowej w stolicy małopolski (zdatnej do wykorzystania podczas IO) to ok.10mln zł. Kwota może wydawać się duża, ale tylko do momentu porównania z ostatecznym kosztem wybudowania stadionu Wisły, który wyniósł 540mln zł. Analogiczna hala curlingowa w Pradze zwróciła się po 7 latach i obecnie miasto na niej zarabia. A kiedy Kraków będzie zarabiać na stadionie Wisły?

www.olympic.org
Warto próbować
Całkiem możliwe, że Kraków mimo starań nie otrzyma organizacji ZIO w 2022. Mimo tego warto nie poprzestawać na staraniach i zrealizować zaplanowane inwestycje. Zarówno Kraków jak i krakowianie tego potrzebują. A jak Kraków żyje sportem, gdy ma taką okazję, jeszcze pamiętamy – choć przecież stolica Małopolski nie była miastem-gospodarzem Euro2012. A potencjał odkryty w trakcie tamtej imprezy warto nadal wykorzystywać.

2013/02/10

Zamach na męskość czyli... jeździectwo

Pora przyjrzeć się bliżej następnej dyscyplinie sportu. Kolejnej, w której Polacy nie przywieźli krążków z Londynu. Na dodatek powodującej u mnie (jak i wielu innych osób) odruch zmiany kanału w TV. Aby sprawdzić czy jazda konna w rzeczywistości jest nudna, musiałem jej spróbować na własnej skórze.

Jeździectwo, bo tak oficjalnie nazywa się jazda konna, jest dyscypliną o długiej tradycji. Od wielu lat rozgrywana jest także na olimpiadzie. Międzynarodowa Federacja Jeździecka wyróżnia siedem konkurencji sportów konnych. Trzy z nich należą do konkurencji olimpijskich: ujeżdżenie, skoki przez przeszkody oraz Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego (WKKW). Pierwsza z nich polega na wykonywaniu zaplanowanych wcześniej określonych elementów, takich jak ciąg, piruet czy pasaż. Jeździec wraz z koniem poszczególne elementy wykonuje w rytm muzyki i trochę przypomina to jazdę figurową w łyżwiarstwie. Sędziowie procentowo oceniają sposób ich wykonania. Natomiast w najpopularniejszych telewizyjnie skokach przez przeszkody istotny jest czas przejazdu, brak strąceń belek w przeszkodach oraz posłuszeństwo konia (punkty karne). Ostatnia z konnych dyscyplin olimpijskich to WKKW, obejmujący trzy próby: opisane wcześniej ujeżdżenie i skoki przez przeszkody oraz próbę terenową, tzw. cross, będący ekstremalną odmianą skoków przez przeszkody. Koń wraz z zawodnikiem przeskakuje przeszkody w niemal naturalnym środowisku i do pokonania ma np. małe jeziorko. Właśnie w tej dyscyplinie odnotowano najwięcej przypadków śmiertelnych. Co ciekawe, zarówno koni, jak i zawodników. Natomiast sporty konne nierozgrywane na olimpiadzie to: powożenie, woltyżerka, rajdy długodystansowe i reining. Najbardziej zadziwia ten ostatni. Jest bowiem odmianą westernową, z bardzo atrakcyjnymi dla widza figurami. W czasie zawodów reiningowych można podziwiać konia chodzącego do tyłu oraz efektownie nagle hamującego tylnimi kopytami w trakcie galopu (sliping stop). Jest więc w czym wybierać, zarówno z perspektywy zawodnika, jak i widza.

fot.flickr.com/Jerry Pank

Skoro można odnaleźć ciekawsze odmiany jeździectwa, to pozostało spróbować je na własnej skórze. Znalezienie miejsca, gdzie można rozpocząć treningi, nie jest trudne. Wujek Google wskaże pobliską stajnię, nawet w dużych miastach, jak Kraków czy Warszawa. Ja wybrałem Stajnię Na Zielonej (konie.konary.pl), która zlokalizowana jest w Konarach, oddalonych 15 km od Krakowa. Koń to jednak duże zwierzę, więc pojechałem tam w towarzystwie i pod czujnym okiem byłej Mistrzyni Polski Juniorów w ujeżdżeniu, Justyny Palmowskiej.

Przyznam, że nigdy nawet nie siedziałem na wierzchowcu i lekko zdziwił mnie pierwszy element nauki jazdy. Musiałem bowiem… wyczyścić i osiodłać konia! Są to nieodzowne elementy jazdy konnej i na ich odpuszczenie mogą pozwolić sobie tylko bogatsi. Wejście do boksu konia i pierwsze ruchy szczotką zmusiły mnie do przełamania się wobec tego zwierzęcia. Nie było się jednak czego obawiać. Poza tym czyszczenie i osiodłanie ma także głębsze znaczenie. Podczas tych czynności można spojrzeć koniowi prosto w oczy i nawiązać z nim więź, co później pomaga w oswojeniu się z nim. Koń, który mi przypadł, miał na imię Largo i szybko się z nim zaprzyjaźniłem. Było to potrzebne, bowiem tego dnia pogoda nie sprzyjała, a w czasie deszczu warto mieć zaufanie do konia, na którym się jedzie. Jeździectwo uprawiane jest niemal w każdą pogodę, również w zimie.

Po dobraniu specjalnego toczka (rodzaj kasku) na głowę, wraz z osiodłanym Largo udałem się na ujeżdżalnię, gdzie swoje jazdy miało już kilka osób. Większość płci żeńskiej. Mimo że ten sport wydaje się bardziej męski, to jednak na konia w naszym kraju i w ogóle wsiada więcej kobiet. Wiek spotkanych osób był bardzo zróżnicowany. Nic dziwnego, bo to sport dla wszystkich. Najstarszy olimpijczyk w jeździectwie miał ponad 80 lat!

Samo wsiadanie na konia nie było trudne, odbyło się na specjalnym do tego podeście. Gdy już siedziałem na Largo, trzeba było się rozgrzać. Do tej pory zastanawiał mnie brak rozgrzewki, ale nie ma chyba sportu, który się bez niej obędzie. Rozgrzewka na koniu nie jest taka prosta, bo wygibasy różnego rodzaju (jak dotknięcie lewą ręką prawego buta) grożą wypadnięciem z siodła. Po rozgrzewce przyszła pora na ruszenie z miejsca.

Na początku wykonuje się kilka okrążeń ujeżdżalni wolnym krokiem, czyli stępem. „Sterowanie” koniem nie jest takie trudne. Koń przyspiesza po uciśnięciu łydkami, a skręca po lekkim pociągnięciu wodzą i uciskiem łydki z jednej strony. Mój koń był bardzo posłuszny, co dawało wiele satysfakcji podczas jazdy. Kolejny etap nauki spowodował zniknięcie uśmiechu z mojej twarzy. Była to nauka kłusowania. W tym tempie nie sposób nie podskakiwać wraz z koniem. Niestety prawa fizyki działają tak, że moja męskość musiała na tym ucierpieć. (może to kolejny powód feminizacji tego sportu?) Przez chwilę nawet posądziłem instruktorkę o feminizm i chęć zemsty na męskim świecie, ale po prostu chciała mnie od razu nauczyć anglezowania. Nauka trwała dobrą chwilę, ale okazała się skuteczna. Powróciła przyjemność jazdy. Na koniec jeszcze kilka okrążeń stępem dla mojej przyjemności (oraz zdrowia konia) – i mogłem wracać do stajni.

W praktyce – by dobrze jeździć, trzeba wytrwale pracować. Sama jazda jest bardzo satysfakcjonująca, zwłaszcza gdy koń jest posłuszny. Potwierdza to obecna podczas tego treningu kilkuletnia reprezentantka Polski Justyna Palmowska. Aby dojść do jej poziomu, zaczynając w tym wieku, należy jeździć konno codziennie i mieć gruby portfel w kieszeni. Choć rekreacyjnie można jeździć raz w tygodniu za 40 zł (w Stajni Na Zielonej) i cały sprzęt zapewnia stajnia, to aby przejść na wyższy poziom należy posiadać własnego konia. Trzeba na niego wydać przynajmniej 6 tys. zł, a ostatnio sprzedany koń Mistrza Świata kosztował aż 15 mln euro. Na najwyższym polskim poziomie miesięczne wydatki na ten sport muszą wynosić 5–6 tys. zł. A przecież Polacy nie odnoszą w tym sporcie sukcesów. I jak się okazuje, głównie ze względu na wspomniane koszty. Warto spróbować jednak przynajmniej rekreacyjnie – 40 zł zawsze się znajdzie, a doznania niezapomniane!

fot.flickr.com/Nick Kidd

2013/01/20

Siłownia, detox i dieta-cud czyli... szermierka

Właśnie od tej dyscypliny zaczniemy podróż w olimpiadę sportów. Trochę przekornie, bowiem to właśnie w tej dyscyplinie Polacy nie przywieźli Londynu żadnego krążka (pierwszy raz od 1976 r.).

fot.Dominic Ebenbichler/Reuters
Szermierka ma długą historię, jest jedną z czterech dyscyplin sportu, które były do tej pory rozgrywane na wszystkich nowożytnych igrzyskach olimpijskich. Jest sztuką walki bronią białą, rozgrywaną w trzech różnych konkurencjach: szabla, szpada i floret. Różnią się one rodzajem broni oraz wielkością pola punktowanych trafień przeciwnika. Walki rozgrywane są zarówno indywidualnie, jak i w trzyosobowych drużynach.


Nie tylko teoria

Szermierka, nazywana z angielska także fencingiem, wygląda w telewizji bardzo przyjaźnie dla oka. Wydaje się być przyjemnym i lekkim sportem, ale jak się okazuje – tylko w teorii. Aby to sprawdzić, postanowiłem wybrać się na trening szermierzy oraz wcielić się w rolę osoby chcącej zacząć uprawiać ten sport.

Najbliższym okazał się Krakowski Klub Szermierzy (www.kks.krakow.pl). W Krakowie działają jeszcze 3 inne kluby, Warszawa może poszczycić się aż 18 ośrodkami szermierki. W całej Polsce szermierkę można uprawiać w ponad 70 miejscach. Adresy i namiary łatwo odnaleźć w Internecie. W Krakowie wspomniany klub trenuje w budynku Gimnazjum nr 9 przy ul. Kazimierza Odnowiciela. Treningi odbywają się popołudniami i wieczorami.

fot.M.Chudziński
Na początku, w charakterze widza, zawitałem na treningu grupy seniorów, trenującej codziennie już od kilku, a nawet kilkunastu lat. Są to zawodnicy, którzy swoje życie poświęcili szermierce, zaczynając ją uprawiać systematycznie od wczesnych lat dziecięcych. W tym gronie odnalazłem m.in. aktualną Mistrzynię Polski Renatę Knapik. Aby odnosić sukcesy takie jak ona, dla mnie (i wszystkich czytających ten artykuł) jest już za późno. Nasi rodzice niestety zdecydowali, że nie zostaniemy szermierzami.

Całe szczęście, działacze tego klubu, jak i wielu innych, pomyśleli o takich jak ja, pragnących rozpocząć przygodę z tym sportem już grubo po dwudziestce. W KKS istnieją dwie grupy rekreacyjne, do której zapisać może się każdy. Właśnie w takim treningu wziąłem udział. Tym razem czynnie, jako kandydat na wojownika szermierki.


Szpada w dłoń!

Nie od razu. Trening rozpoczął się od niemal 30-minutowej rozgrzewki. Stosunkowo intensywnej, a kilku dyscyplin sportu w życiu próbowałem. Spodziewałem się zdecydowanie lżejszej. Kilkanaście biegowych okrążeń sali, rozciąganie i inne ćwiczenia pozwoliły się dobrze rozgrzać. Następnie przyszła pora na ćwiczenia szermierczych kroków i postawy. Nogi odpowiednio ustawione, ugięte w kolanach i specyficzne kroki. Otrzymałem woreczek na głowę, tenisową piłkę do podrzucania prawą ręką, a nogami wykonywać miałem dwa kroczki szermiercze w przód, jeden w tył, dwa w przód, jeden w tył itd. I tak się nieźle naskakałem w tej śmiesznej pozycji. Ale nie mogło być inaczej, bo praca nóg jest w tej dyscyplinie niezwykle istotna.

Po serii szermierczych ćwiczeń „na sucho” udałem się z grupą na wycieczkę do składu broni. Jak każdy zawodnik, dobrałem sobie pasującą maskę, rękaw, szermierczą bluzę, rękawicę, szpadę i tajemniczy kabelek. (Wszystko to oraz dwa treningi tygodniowo gwarantuje klub za 80 zł miesięcznie.) Ubranie się w te elementy nie odbyło się bez pomocy trenera, zwłaszcza kabelka, który służy do połączenia linki z bronią, aby trafienia były odpowiednio sygnalizowane na tablicy. Zanim rozpocząłem walkę, musiałem jeszcze nauczyć się ukłonu szermierczego, na który składa się krótka seria ruchów. Teraz już mogłem podpiąć się do kabelka i ubrać maskę.


Autor podczas treningu

Pierwszy pojedynek

Jako przeciwnik przypadł mi Jakub – student Uniwersytetu Rolniczego, który miał identyczny staż jak ja – 60 minut. Pierwszych kilka uderzeń było bardzo ciekawych i przyjemnych. Po chwili jednak odczuć można było narastające zmęczenie i zalewający ciało pot. A walczyć trzeba do 15 trafionych uderzeń! Sama szabla nie jest ciężka – waży około 770 g, ale konieczność ciągłego ruchu dawała o sobie znać. Ostatecznie, resztkami sił uległem jednym trafieniem. Walka była jednak przyjemnością. Każde trafienie dawało mnóstwo satysfakcji, choć nie przychodziło łatwo. Jako nagrodę za porażkę otrzymałem upragniony odpoczynek, a moje miejsce na planszy przeciwko Jakubowi zajęła inna osoba. Uff…

Drugi pojedynek stoczyłem z bardziej doświadczoną zawodniczką – córką kryzysowego kraju. Joanna trenuje szermierkę trzeci rok, a zaczynała w Belgii, gdzie na uniwersytecie odbywały się treningi. Obecnie pracuje w jednej z korporacji tytoniowych w Krakowie i kontynuuje swoją szermierczą pasję. Nie przesadzając, w trakcie tego meczu pot zalewał mnie bez końca. Zupełnie nowym doznaniem było uczucie słonego potu zalewającego oczy, mając maskę na głowie. Ale przecież rycerz w czasie walki nie zdejmuje przyłbicy. Greczynka wypunktowała mnie bezlitośnie 15:0, a ja pozostałem ze szczypiącymi oczami i siniakiem na żebrach. Sport uczy pokory.

Sport siłowy

Następnie, ze zmiennym szczęściem stoczyłem jeszcze dwa pojedynki. Każdy coraz wolniej i bardziej ociężale. Skakanie na nogach, uniki, wypady nie miały końca – aż brakowało tchu. Teraz było jasne, dlaczego taka a nie inna rozgrzewka. Sport walki to jednak sport walki. Dopiero systematyczna praca przynosi rezultaty. Doskonały detox dla organizmu, siłownia dla facetów i dieta-cud dla pań w jednym. W tym miejscu muszę wyrazić wyrazy uznania dla wszystkich szermierzy – za hektolitry wylanego potu. Ja do nich dziś dolałem swój litr. Ale było warto – i chyba tu jeszcze kiedyś wrócę. Polecam każdemu to wyzwanie!

2013/01/16

Witam na Olimpiadzie Sportów!


"Igrzyska za nami, a do kolejnych daleko. Większość  sportowych dyscyplin na ten czas odchodzi w zapomnienie. W mediach widocznych jest tylko kilka najpopularniejszych jak piłka nożna, siatkówka, skoki narciarskie, tenis itd. A przecież sport jest piękny właśnie w swojej różnorodności. Postanowiłem przybliżyć z perspektywy "pierwszego treningu" dyscypliny, które są zapominane. Dyscypliny, które są tego warte i... potrafią zaskoczyć."

Tak też powstała seria artykułów "Olimpiada Sportów", która swój początek ma w miesięczniku "Tryby". Wersja internetowa będzie zawierać pełne wersje już opublikowanych artykułów wraz z obszerniejszą fotorelacją. Dodatkowo planuję poszerzyć działalność tej strony o inne artykuły z dziedziny olimpijskich. W jakiej formie - czas pokaże. Już niedługo przedstawię szermierkę, później przyjdzie czas na jeździectwo i strzelectwo. Zachęcam do wymiany spostrzeżeń w komentarzach.

Miłej lektury!